Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczone. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 marca 2012

ciastka z tahini

na dnie lodówki znalazłam zapomniany słoiczek z pastą tahini. poszperałam w sieci i dokonałam kompilacji kilku przepisów.

co trzeba (na ok. 20 grubszych ciastek o średnicy 5 cm):
- 1 szklanka zmielonych płatków owsianych
- 1 szklanka mąki (ja wymieszałam żytnią i pszenną)
- 0,5 kostki miękkiego masła
- 5 łyżek czubatych tahini
- 1/3 - 1/2 szklanki cukru. dałam 1/2 i to jest za dużo
- 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka cukru waniliowego i troszkę migdałowego.
- 1 jajko

płatki owsiane mielimy w malakserze na kaszkę. wysypujemy. malakserem rozcieramy masło z tahini i cukrem na puch. dodajemy jajko, malakserujemy do białości. wszystkie mąki z proszkami. ciasto powinno mieć konsystencję gliny do lepienia ;-). formujemy kulki i kładziemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. potem rozgniatamy widelcem robiąc wzorki. pieczemy w ok. 200 stop do lekkiego zarumienienia.

można oblać je czekoladą.

sobota, 22 października 2011

:: tavcze gravcze ::


Tavcze gravcze to narodowe danie macedońskie. proste, smaczne i bardzo sycące. w Macedonii też kupiłam lokalny odpowiednik garnka rzymskiego (naczynie polewane w środku, a porowate na zewnątrz) więc postanowiłam wypróbować.

pierwszym razem skorzystałam z przepisu Roberta Makłowicza - niestety jego wersja była za ostra. no to trochę zmodyfikowałam.

co trzeba (na cały garnek o średnicy > 30 cm):
- 1kg fasoli u mnie, duży Jaś
- 2 marchewki
- 3 cebule
- 4 duże pomidory
- 1 wielka papryka
- 2 ząbki czosnku
- 1/4 ostrej papryki - czuszki
- 1 łyżeczka kuminu
- 1 łyżeczka nasion kolendry
- 1 łyżeczka czarnuszki
- 3 łyżki słodkiej papryki w proszku
- olej
- sól

zaczynamy od fasoli. dzień wcześniej moczymy ją, a potem odlewamy wodę, zalewamy nową i doprowadzamy do wrzenia, wodę odlewamy. to powtarzamy 3 razy, za 4 razem gotujemy fasolę do miękkości, delikatnie soląc pod koniec gotowania. odcedzamy, zachowując wywar.

do naczynia glinianego wrzucamy posiekaną cebulę, marchewkę startą na grube paski, 3 obrane i pokrojone w kostkę pomidory, pół pokrojonej w kostkę papryki, 2 posiekane ząbki czosnku. w moździerzu miażdżymy kumin, kolendrę, czarnuszkę, dorzucamy do warzyw, dodajemy olej, paprykę, odrobinę soli. mieszamy, dodajemy fasolę, mieszamy, dolewamy 2 łyżki wazowe wywaru fasolowego. na górze układamy pokrojoną w paski paprykę, kawałek czuszki i pokrojony w poprzeczne paski czwarty pomidor. przykrywamy i wsadzamy do piekarnika, podgrzewamy go do około 200 C i pieczemy dwie godziny, uważając, żeby:
1) wywar z fasoli nie wyparował - należy uzupełniać delikatnie
2) potrawa od czuszki nie zrobiła się za ostra.

po 2 godzinach wyjmujemy z piekarnika i pozwalamy ostygnąć potrawie przed podaniem, w czasie gdy tavcze gravcze piecze się, można nastawić pieczywo np. pity z zaatharem

czwartek, 19 maja 2011

:: moja własna granola::

znudziły mi się mieszanki płatków takie prosto ze sklepu. postanowiłam zrobić swoje, po przejrzeniu internetów skomponowałam przepis.

co trzeba:
- pół opakowania płatków owsianych
- 4 łyżki zarodków pszennych
- 6 łyżek płatków migdałowych
- 6 łyżek pestek słonecznika
- 6 łyżek pestek dyni
- 6 łyżek wiórków kokosowych

to wymieszać w misce i dodać:
- 2 łyżki cukru
- łyżeczkę cynamonu
- odrobinę ekstraktu z wanilii
- 6 łyżek płynnego miodu
- 1 kubek soku z jabłek jednodniowego
- parę kropel oliwy

wymieszać bardzo dokładnie, taka lepiąca breja się z tego zrobi. wyłożyć blachę do pieczenia pergaminem, zawartość miski przełożyć na blachę i wstawić do piekarnika, rozgrzać do 180 C i piec, aż do zadowalającego stopnia zbrązowienia. od czasu do czasu zamieszać.

jak się upiecze, wystygnie, pokruszyć delikatnie i dodać owoce, ja dodałam:
- garść suszonych wiśni
- garść wielkich rodzynek
- garść suszonych żurawin.

zamieszać i przełożyć do szczelnego pojemnika.


niedziela, 27 lutego 2011

:: kurczak z ziemniakami, fasolą i cytryną::

znów Galeria Potraw. i parę moich zmian.

na obiad na dwa dni, dla 3 osób dorosłych i jednej mniej dorosłej, trzeba:
- 12 miniudek z kurczaka
- 4 wielkie ziemniaki, albo 6 mniejszych - pokrojone na ósemki
- 3 duże ząbki czosnku przekrojone na pół
- 4 cebule pokrojone w grube piórka
- puszka czerwonej fasoli
- 1 cytryna pokrojona w ósemki
- 1szklanka rosołu, poszłam na łatwiznę i zrobiłam rosół z kostek Konorra do tadżine (pamiątka z Maroko)
- przyprawy: ras-el-hanout czerwone, sól, cukier

udka myjemy, obsmażamy i posypujemy ras-el-hanout i solą. przekładamy na talerz, a na tej samej patelni smażymy ziemniaki i cebulę. wkładamy do naczynia do zapiekania, mieszamy z odcedzoną fasolą. zalewamy rosołem, na to udka, a na między udka czosnek i cytrynę zamoczoną w cukrze.

wszystko pieczemy pod przykryciem około 1 h- 1,5 h. bez przykrycia 0,5 h.

sobota, 26 lutego 2011

::kokosanki (z białą czekoladą)::

oczywiście przepis z nieśmiertelnej Galerii Potraw + mały dodatek.

co trzeba:
- 0,25 kg wiórków kokosowych (ja dałam 0,2 kg)
- 2 średnie jajka
- niecałe 0,5 kubka cukru
- 1 łyżka masła - należy stopić i ostudzić
- 3-4 łyżki mąki
- odrobina proszku do pieczenia (pół łyżeczki do kawy) - nie miałam sody
- biała czekolada (pół tabliczki) pokrojona na malutkie kostki

mikser, miska, blacha do pieczenia + papier do pieczenia + piekarnik ;-)

nastawić piekarnik na 180C. jajka do miski, ubić mikserem, dodać cukier i ubić do białości, wsypać wiórki, wlać masło, mąkę, proszek do pieczenia. masa być dość zwarta, taka plastelinowata. formować placuszki o średnicy 4-5 cm i grubości 0,5 cm, wkładać kosteczkę czekolady i lepić kulki. kulki układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i piec do lekko złotego koloru, tak 15-20 min.

w następnej kolejności zrobię takie kuleczki z mielonych migdałów oraz orzechów.

środa, 8 grudnia 2010

:: buła z pieczarą::

kolejny prosty przepis, wygrzebany w necie.

ciasto jest uniwersalne. można w nie zawinąć zarówno słone, jak i słodkie nadzienie. co trzeba:

- kostka dość miękkiego masła
- 4 kubki mąki + 1 ekstra
- 2 woreczki suszonych drożdży
- kubek (0,25 l) śmietany 12%
- odrobina cukru - na czubek łyżeczki
- odrobina soli - j.w.

- jajko rozbełtane

na nadzienie:
- 1 średnia posiekana cebulka
- 0,5 kg posiekanych pieczarek
- odrobina tłuszczu do smażenia
- bułka tarta
- sól, pieprz

malakser z ostrzem do siekania.

pokrojone masło wrzucić do malaksera, dosypać mąkę (4 kubki), drożdże, sól, cukier. potraktować malakserem, aż się zrobi coś na wzór kaszy manny. wlać śmietanę, powyrabiać chwilę, jak za rzadkie dosypać mąki - ciasto musi przypominać takie na pierogi. wyjąć z malaksera, wyrobić chwilę na stolnicy. owinąć w ściereczkę i dać urosnąć.

a teraz czas na nadzienie:
usmażyć cebulę, gdy będzie przezroczysta dodać pieczarki, udusić. przyprawić i dosypać 2-3 łyżki bułki tartej. ostudzić.

ciasto uformować w wałek, kroić na równe plastry, rozpłaszczyć, położyć na środku nadzienie i zalepić, nadając dowolny kształt. ja używałam mega formy do pierogów, takiej szczęki.

włączyć piekarnik, nagrzać do 200C.

ułożyć bułeczki na blasze wyłożonej papierem do pieczenie, góry smarować jajkiem i piec do zarumienienia

w przypadku słodkiego nadzienia np. jabłek, po posmarowaniu góry jajkiem, posypać grubym cukrem.

czwartek, 4 listopada 2010

:: muffinki dyniowe ::

zaczęło się zwyczajnie, moje dziecko uznało, że będzie obchodzić Halloween i zawinszowało sobie dynię. dynia została kupiona, wydrążona, uzyskała oczy i paszczę - tradycyjnie. a ja dostałam wielki garnek zawartości dyni. udusiłam - do takiego etapu papki, odsączyłam na sitku wyłożonym ścierką. i uznałam, że coś zrobię. na hasło "zupa z dyni" mąż zaczął zachowywać się szpetnie. no to zrobiłam muffinki. przepis wygrzebałam w sieci i pozmieniałam lekko.

co trzeba:
- 1 szklanka dyni
- 1 szklanka gęstego jogurtu
- 2 jajka
- 1/3 kostki masła rozpuszczona z 2 łyżkami miodu - lekko ochłodzone

to mieszamy w misce nr 1.

do miski nr 2 wrzucamy:
- 2 szklanki mąki
- 1 łyżeczkę proszku do pieczenia
- 0,5 łyżeczki cukru waniliowego
- rodzynek garść
- ze 3 łyżki usmażonej w cukrze skórki pomarańczowej
- 1 łyżkę cynamonu
- 1 łyżkę imbiru
- 4 strączki kardamonu tj. ich zawartość, zmiażdżone
- 3 łyżeczki cukru (ja użyłam biały, ale można i chyba lepiej dodać ciemny)
- malutka szczypta soli - taka maluteńka

- do przybrania
- 2 łyżki jogurtu
- orzechy nerkowca
zamieszać zawartość miski nr 2 i dodać masę z miski nr 1. jak za gęste to dolać troszkę np. wody mineralnej gazowanej, jak za rzadkie dodać mąki. ma być takie, żeby łyżka wstawiona do tego stała.

w międzyczasie nagrzać piekarnik do 200 C, wyłożyć formę do muffinek papilotkami. nałożyć ciasto do mniej więcej 2/3 (ja nałożyłam trochę więcej), posmarować jogurtem i ozdobić orzechem. piec do suchego patyczka.

niedziela, 24 października 2010

::prawie jak sernik::

koleżanka z blipa oznajmiła, że przestanie obserwować ludzi gotujących i piekących ;-). jej dedykuję te ciasteczka.
co trzeba:
- ciasto francuskie ze sklepu (świeże)
- opakowanie serka śmietankowego President (tak z 0,25 kg) lub innego podobnego
- 1 żłótko
- 3 łyżki cukru pudru (można mniej)
- łyżeczka cukru waniliowego
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej
- rodzynki (ja zapomniałam)

wyjąć ciasto z lodówki, w tym czasie utrzeć kogiel-mogiel z 1,5 łyżki cukru i cukrem waniliowym, wymieszać z dokładnie z serkiem. jak za mało słodkie dosłodzić, dodać mąkę ziemniaczaną zamieszać, można dodać rodzynki.

ciasto rozwinąć, posmarować masą serową, zwinąć jak roladę i lekko owinąć tym papierem, który zazwyczaj jest zawinięte ciasto. włożyć do zamrażarki na pół godziny, żeby stężało.

rozgrzać piekarnik do 180 stopni, pokroić podmrożone ciasto 1,5 plastry, układać na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. piec, aż się zezłocą.

tyle.

wtorek, 18 maja 2010

:: jak z ikei::

ciasteczka owsiane z Ikei są niesamowite. i owsiane, i maślane. i w ogóle. więc staram się odtworzyć ich smak, bo dostęp do ciasteczek, chleba z dziurką i innych atrakcji w miejscu zamieszkana będę mieć za około 2 lata.

co trzeba:
- malakser!

- z pół szklanki płatków owsianych
- z pół szklanki mąki pszennej
- z pół szklanki cukru
- więcej niż pół kostki zimnego masła pokrojonego w kostkę
- kwaśna śmietana lub zimna woda

i tak. płatki do malaksera i robimy im bziuuuut, aż zamienią się w grubo mieloną mąkę. dodajemy mąkę, cukier, masło i znów bziuuut. aż masło się rozdrobni. ciasto na stół i zagniatamy chwilkę, jak się nie chce połączyć to dodajemy śmietany/ zimnej wody - oszczędnie.

nawet mi się wałkować nie chciało. robiłam z ciasta placuszki (na stole pokrytym mąką) o grubości maks. 0,5 cm i szklaneczką wycinałam kółka. a potem delikatnie, bo łamliwe, układałam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

piekarnik powinien być nagrzany do ok. 200 C, piec, aż spód się zarumieni, ostrożnie przewrócić - ostrożnie, bo są mięciutkie. i znów piec do zarumienienia dołu. wyjmować ciepłe, cały czas są kruche i miękkie, stwardnieją, gdy ostygną.

smak - maślane, owsiane. bliski krewny ikeowych.

pomysł na zmiany - zamiast białego cukru, brązowy albo syrop klonowy. zamiast mąki pszennej mączka z migdałów lub mielonych orzechów laskowych (a może 50% mąki, 50% orzechów).

środa, 5 maja 2010

:: kurczak w krakersach::

trudno nazwać to wyrafinowaną kuchnią. pomysł na to cudo jest Nigelli, a ja się dość długo opierałam twórczości tej pani. no ale słowo krakers działa na mnie hipnotycznie.

co trzeba:
- kurze biusty w ilości zjadanej zazwyczaj
- duży jogurt naturalny
- przyprawy jakie lubimy (ja taką marokańska do ryb ;-), czosnek, sól, pieprz)
- krakersy (na 2 podwójne biusty trzeba 1,5 paczki krakersów Lajkonik - całe cebulowe, pół naturalnych)

piekarnik, blacha do pieczenia, papier do pieczenia

aa i miska.

więc 24 godziny wcześniej kurczaka tniemy na takie wąskie długie paski i marynujemy w jogurcie z przyprawami. w misce najlepiej. miskę z zawartością do lodówki.

po 24 godzinach rozgrzać piekranik do 200 stopni, krakersy wsypać do worka i rozgnieść na grube okruchy. kurczaka panierować w krakersach i na blachę wyłożoną papierem. piec około 2o-30 minut tj. aż najgrubszy przekrojony filet nie będzie różowy.

zapewne należy to podać z surówką i takimi innymi.

czwartek, 4 marca 2010

:: najpierw scony, a potem skłony ::

scones to moje pierwsze ciastka samodzielnie upieczone. przepis na nie wzięłam w poprzednim stuleciu z jakiejś codziennej socjalistycznej gazety. robiłam je zawsze, gdy miała przyjść do mnie moja przyjaciółka. zjadałyśmy całą blachę, bez ryzyka, że pójdzie w biodra. a teraz... lepiej nie mówić.

podczas naszej wycieczki do Londynu, do Kew Gardes, na deser zjadłam scona. smakował tak samo ja mój. sentymentalna buła.

co trzeba:
- 0,25 kg mąki
- tak z pół kostki masła
- 1 jajko
- kubeczek (180 g) jogurtu greckiego - to zmiana wynikająca z lektury blogów, w czasach licealnych używałam mleka
- 3 łyżki cukru
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- spora garść rodzynek

do malaksera wrzucić sypkie (poza rodzynkami) i masło. posiekać jak kruche. dodać jajko i jogurt (zostawić trochę do posmarowania bułek). zrobić bziuuuuuuut malakserem, dosypać rodzynki i zrobić kolejny raz bziuuuuuuuuuuuuut. masę wyłożyć na blat i uklepać na placek o grubości góra 3 cm. wycinać kółka o średnicy maks 5 cm. położyć na blasze wyłożonej papierem, posmarować jogurtem i włożyć do piekarnika rozgrzanego do 200 C. piec do lekkiego zarumienienia.

doskonałe z dżemem wiśniowym.

Zosia właśnie zjada 3 bułkę.

sobota, 30 stycznia 2010

:: do kawy - biscotti ::


od dawna za mną chodziły, przypatrywałam się im we wszelkich kawowniach. pomyszkowałam w sieci, okazało się, że to biscotti, proste do zrobienia, dla dziecka wręcz. przepis ściągnęłam od dorotus.

co trzeba:
- jedno duże jajo
- 90 g miałkiego cukru - ja wzięłam drobny kryształ
- olejek waniliowy - użyłam cukru z prawdziwą wanilią
- szklankę pszennej mąki
- 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
- odrobina soku z cytryny
- 100 g migdałów - w oryginale sparzone i obrane ze skórki, ja moje podprażyłam na patelni
- spora garść rodzynek (w oryginale morele)

w misce ubijamy całe jajo z cukrem (ja mikserem), do takiej fazy dobrego kogla-mogla. dodajemy pół mąki, do tego proszek, który zawsze polewam sokiem z cytryny chwilę miksujemy, potem znów mąka. jak się wszystko wyrobi to bakalie. w międzyczasie wykładamy blachę papierem i wysypujemy mąką. formujemy bochenek (ja - mokrymi dłońmi) o długości 20 cm. uwaga! ciasto bardzo lepi się do rąk. pieczemy go ok 20 min.

po upieczeniu wygląda tak (pieczemy do zarumienienia lekkiego i suchego patyczka):


jak ostygnie tniemy nożem z piłką na 1 cm kromki, kromki wkładamy na blachę pokrytą papierem do pieczenia, piekarnik rozgrzewamy do 150 C i przyrumieniamy. trzeba w trakcie przewrócić.

dobre do kawy. dobre w ogóle.

czwartek, 28 stycznia 2010

:: dania proste ::

mam już dosyć tego tygodnia, serio. jutro piątek i znów będziemy gnać z językiem na brodzie. dobrze, że udało mi się dziś zrobić prostą zupę i coś do tej zupy.

I. zupa krem z brokułów i ziemniaków

co trzeba:
- paczkę brokułów mrożonych
- 3 spore ziemniaki
- kubeczek (o,25 l) koncentratu mrożonego rosołu, a jak nie ma to ze 2 kostki rosołowe
- łyżkę masła
- przyprawy: sół, cukier, sok z połowy cytryny, opieczony nad palnikiem czosnek, 1/3 łyżeczki startej gałki muszkatołowej, sporo pieprzu.

do garnka wrzucamy brokuły, ziemniaki pokrojone w kostkę, rosół mrożony (jak nie ma to kostki). zalewamy tak około 1 l wody. gotujemy, aż wszystko zmięknie. studzimy. miksujemy na gładko. doprawiamy do smaku - czosnek przepuszczamy przez praskę. na końcu dodajemy łyżkę masła. zupa ma być zawiesista, brokułowa, z wyraźną nutą cytryny i czosnku.

a do zupy będą:

II. kruche spiralko-paluchy z sera topionego

- 2 kostki sera topionego, tym razem użyłam takiego ze szypiorkiem
- 0,5 kostki zimnego masła
- szklankę mąki
- 1 łyżeczka słodkiej papryki
- odrobina ostrej papryki
- odrobina soli
- 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia

wszystko razem siekamy i zagniatamy. ostatnio nie siekam i nie zagniatam, tylko wszystko robi za mnie malakser. z ciasta formujemy kulę, owijamy folią i chowamy do lodówki na minimum pół godziny, dziś po prostu zakopałam kulę w śniegu na balkonie ;-). po tym czasie rozgrzewamy piekarnik do maks 200 C, ciasto wałkujemy na grubość 0,5 cm, tniemy na pasy o szerokości 15 cm, a potem na paseczki o szerokości 1 cm, zwijamy spiralki i pieczemy na blasze wyłożonej papierem. tak na złoto. ot cała filozofia, dobre do zupy, do piwa, wina, chłodnika i solo.

przepis bierze udział w akcji:

piątek, 1 stycznia 2010

::keks klasyczny, a przez to przepyszny ::

ten keks jest wielki. serio. z mojego przepisu wychodzi blaszka ciasta o długości 40 cm. co, jak na nasze możliwości jest normą.

zacznę od naczyń. trzeba mieć:
- jedną z największych misek do sałatki na bakalie
- malakser z nożem do ucierania
- miskę do ubijania białek
- mikser z nasadkami do ubijania
- 2 miseczki do oddzielania żółtek od białek
- długa keksówka - 40 cm
- papier do pieczenia

zaczynamy od wyjęcia masła z lodówki, bo musi być miękkie. następnie wykładamy keksówkę papierem i zabieramy się za bakalie.

do miski do sałatki wrzucamy:
- 10 dkg rodzynek (można więcej)
- 10 dkg orzechów włoskich połamanych
- 10 dkg orzechów laskowych (można je uprzednio podprażyć i zdjąć łupinki, przez ocieranie)
- 10 dkg migdałów (opcjonalnie połamać)
- 1 opakowanie smażonej skórki z pomarańczy
- 20 posiekanych daktyli
- 10 posiekanych fig
- 20 posiekanych moreli
- 20 posiekanych śliwek

wszystko dokładnie mieszamy i posypujemy 2 łyżkami mąki ziemniaczanej

a teraz ciasto:
- 1 kostka masła
- 5 jajek - oddzielić żółtka od białek
- 0,5 szklanki cukru w miarę miałkiego
- 1,5 szklanki mąki
- odrobina cukru waniliowego
- 1 łyżka proszku do pieczenia
- 3 krople zapachu rumowego
- 2 łyżeczki soku z cytryny

przygotować malakser. włożyć miękkie masło posiekane w kostkę grubą, pomieszać trochę, dodawać żółtka i cukier + aromaty (cukier waniliowy + zapach) i wyrabiać, aż się zrobi puszysta masa.

włączyć piekarnik i nagrzewać go do 180-200 stopni.

dodać połowę mąki i wyrobić, a następnie wsypać proszek do pieczenia i wlać na niego sok z cytryny. malakserować i dodawać mąkę, aż się zrobi gęsta masa, taka, że będą zostawały ślady po nożu malaksera.

w dość dużej misce ubić białka z odrobiną soli. do ubitych białek dodawać delikatnie ciasto (mądre książki każą dodawać białko do ciasta, ale mi się nie chce brudzić kolejnej misy). masę ciastowo-białkową wlać na bakalie i od serca wymieszać. wlać do formy i piec do "suchego patyczka".

keks ma pewną zaletę, że nawet jak się zeschnie jest smaczny. dlatego też robię go dużo.

:: keks wytrawny ::

z keksami to jest tak, że je kocham i mogę jeść w kółko, i w każdej postaci. zarówno te klasyczne, czyli słodkie, jak i te mniej, ale z oliwkami. kiedyś, gdzieś znalazłam przepis, który przerobiłam trochę i stał się moim. tak więc, na keks wytrawny trzeba:

dodatki:
- tak z 20 dkg oliwek różnych pokrojonych np. w paseczki
- z 15 dkg wędliny np. salami ostrego pokrojonego w kostki, może być szynka itp.
- z 15 dkg parmezanu startego na tarce o dużych oczkach
- 1 ząbek czosnku przepuszczony przez praskę

dodatki mogą być różne, np. ostra papryka, suszone pomidory, kapary itp.

ciasto jako takie:
- pół szklanki dobrej oliwy
- pół szklanki wina (najlepiej białego, ja nie miałam i ten keks jest na czerwonym i mocnym bikawerze)
- 4 jajka
- 25 dkg mąki
- łyżeczka proszku do pieczenia
- sól - szczypta, bazylia (może być surowa i posiekana) - ile chcemy, oregano, pieprz etc.

i tak. oliwę, wino i jajka ubić, dodać mąkę, proszek i przyprawy. chwilę wyrobić mikserem. w międzyczasie nagrzać piekarnik do 180-200 stopni. wyłożyć keksówkę małą papierem do pieczenia. do ciasta wrzucić dodatki, zamieszać z wyczuciem, wlać masę do foremki, do piekarnika. piecze się toto z 40 min, ja zazwyczaj sprawdzam patyczkiem, czy się upiekło - tj. jak patyczek jest suchy to jest okej.

wyjąć po upieczeniu od razu z formy, żeby nie zawilgotniało, przestudzić i jeść.

czwartek, 17 grudnia 2009

:: piernik idealny::


trochę za późno podaję przepis, bo zagnieść go należało 5-6 tygodni temu. ale może na przyszły rok komuś się przyda. z tego ciasta wyszła mi blaszka 30 cm x 30 cm piernika i trzy blachy pierniczków.

przepis tradycyjnie z Galerii Potraw.

http://fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,51492666,51492666.html

jeżeli komuś nie chce się klikać to poniżej skopiowany przepis:

Ciasto przygotować na ok. 5-6 tyg. przed świętami, piec na 3-4 dni wcześniej.
Surowe ciasto musi dojrzewać w chłodnym miejscu np. na "parterze"
lodówki - moja uwaga, ja ładuję do kamionkowego garnka, owijam paroma warstwami folii i zostawiam na balkonie.

- 1/2 kg. miodu,
- 2 szkl. cukru
- 25 dkg. masła
podgrzewać stopniowo, niemal do wrzenia a następnie ostudzić. do chłodnej masy dodać:

-1 kg. mąki pszennej
- 3 jajka
- 3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej, rozpuszczonej w 1/2 szkl. mleka,
-1/2 łyżeczki soli
-2-3 torebki przypraw korzennych do piernika.

ciasto starannie wyrabiamy, przekładamy do kamionkowego lub emaliowanego garnka, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w chłodne miejsce.

Pieczenie:
Ciasto dzielimy na 2-3 części, rozwałkowujemy i pieczemy na posmarowanej tłuszczem blasze w temp. takiej jak na biszkopt (160-180, zależy od kuchenki, ja podgrzewam piekarnik jakieś 10 stopni mocniej i po włożeniu placka zmniejszam temperaturę) przez ok. 15-20 min. (zależy od grubości placka). Ochłodzone placki przekładamy podgrzanymi powidłami śliwkowymi (można je
wymieszać z bakaliami, np. siekanymi figami), nakrywamy arkuszem papieru i równomiernie obciążamy, odstawiamy aż "skruszeje" (jakieś 3-4 dni). Potem piernik można polać polewą lub polukrować (z lukrem dłużej się przechowa). Piernik jest bardzo długo świeży, wystarczy zawinąć go w papier lub ściereczkę żeby nie obsychał.

Uwaga:
ciasto ma dość "wolną" konsystencję, jak "posiedzi" w zimnie - stężeje i da się rozwałkować (trzeba podsypywać mąką), jeśli jednak ktoś doda przy wyrabianiu trochę więcej mąki - też nie będzie tragedii.

Moja uwaga:
z 2/3 ciasta opiekłam piernik w blasze. piernik przekroiłam na połowę (tak jak tort) i przełożyłam podgrzanymi powidłami śliwkowymi i polukrowałam. pozostałą 1/3 zagniotłam ze dodatkową ilością mąki - tak a oko, żeby ciasto było dość twarde i nie lepiło się do rąk, podczas wałkowania podsypywałam mąką. okienka zostały zrobione z landrynek, w pierniku wycięłam dziurkę i w środek włożyłam całą landrynkę. w piekarniku rozpuściła się i rozlała. pierniczki i piernik piekłam na blasze wyłożonej papierem, pierniczki z okienkami zdejmowałam z blach po zupelnym ostygnięciu.

niedziela, 22 listopada 2009

::tadżine::

zgodnie z moim harmonogramem czas na tadżine. bo ma być zimno i nieprzyjemnie, piekarnik ma dogrzewać mieszkanie, a zapachy z piekarnika cieszyć mają dusze. a tu wiosna w listopadzie. ale harmonogram aka plan to rzecz ważna. no to do dzieła.

na dwa naczynka do zapiekania - takie:

- 5 większych podłużnych ziemniaków obranych - pokrojone wzdłuż
- 1 bakłażan pokrojony wzdłuż
- 4 spore cebule pokrojone w talarki/piórka
- 1 marchew pokrojona w podłużne słupko-paski
- 1 papryka pokrojona w paski podłużne
- 1 pierś indycza pokrojona w kostkę - ja tam bardziej lubię bez mięsa - ale ma być na bogato
- pół cytryny kiszonej
- spora garść rodzynek
- 5-6 suszonych śliwek
- oliwek garść spora
- 2,3 pomidory podłużne
- 1 ząbek czosnku przeciśniętego przez praskę
- tak ze 4 łyżki gęstego przecieru pomidorowego
- cukier, sól,
- ras el hanout - tak ze 2 łyżeczki
- cynamon - łyżeczka
- oliwa

mięso smażymy na patelni na niewielkiej ilości tłuszczu.
robimy cebulę cynamonową, czyli:
na oliwie szklimy cebulę, dodajemy rodzynki, śliwki, cynamon i ras el hanout po łyżeczce i odrobinę soli. przykrywamy i dusimy z 5-10 min na małym ogniu. dodajemy mięso, mieszamy.

bakłażan smażymy na śladowej ilości tłuszczu. ja robię to na patelni grillowej.

na dnie naczynia do zapiekania układamy kopczyk z cebuli i mięsa. przykrywamy ziemniakami, marchewką, papryką. układamy oliwki, cytrynę, pomidory, solimy. posypujemy ras el hanout delikatnie. obkładamy bakłażanem i na to znowu ziemniaki. na górę kładę zazwyczaj plasterek pomidora i oliwki.

polewam kopczyk sosem:
przecier pomidorowy zalewam pół szklanki wody, dodaję czosnek, cukier, sól, cynamon i
co mi tam przyjdzie do głowy ;-).

zakrywamy przykrywą i na min. 2 godziny do piekarnika. ja go rozgrzewam na maks, a potem - jak mi sos zaczyna bulkować zmniejszam do minimum i czekam. czasami robimy tak, że po rozgrzaniu piekarnika i podpieczeniu, wyłączamy piekarnik i idziemy na spacer na min 2 h. po spacerze czeka na nas tadżine w temperaturze zdatnej do jedzenia.

kolejne etapy przygotowania:

środa, 11 listopada 2009

:: pan cebularz ::

zacznę od odrobiny historii. w moim rodzinnym mieście - Lublinie mieszkała spora gmina żydowska. piekli dość ciekawe pieczywo - między innymi cebularze. po II wojnie światowej, a w zasadzie jeszcze podczas jej trwania, bo w grudniu 1944 roku mój dziadek założył jedną z pierwszych lubelskich piekarni, która jest w tym samym miejscu do dziś... "od zawsze" piecze się w niej cebularze.

i właśnie dziadek nauczył mnie robić dobrą cebulę do cebularzy.
co trzeba:
- 3 łyżki czubate maku
- 2 wielkie cebule pokrojone w grubą kostkę
- szczypta soli
- 2 łyżki oleju
jestem niegrzeczną wnuczką i zmodyfikowałam przepis.
więc - cebulę do cebularzy zaczynam robić na dzień, dwa przed produkcją cebularzy. pokrojoną cebulę obgotowywuję we wrzątku chwilę, odcedzam. wrzucam gorącą do słoika, posypuję makiem, solą, dolewam oleju. zakręcam słoik i wstrząsam tak, żeby się dobrze wymieszało wszystko. zostawiam na przynajmniej 1 dzień, po ostygnięciu chowam do lodówki. dzięki takiemu potraktowaniu cebula jest słodka, nie ma posmaku surowizny, a jest cebulowa.

ciasto na cebularze powinno być chlebowe, takie ciężkie. ciasto na bułeczki itp. to nieporozumienie. tak samo nieporozumieniem jest dodawanie pieczarek, papryki, sera żółtego i nazywanie takiego tworu cebularzem. tym razem wykorzystałam gotową mieszankę chlebową z lidla (oczywiśście wiem, że to łatwizna, ale nie mam ostatnio czasu na życie) dodałam tylko trochę mąki, żeby ciasto nie kleiło się. po wyrośnięciu podzieliłam na kulki. zrobiłam placuszki. położyłam na górze cebulę, którą wgniotłam palcami. i tyle.piec należy do zarumienienia cebuli lekkiego (i o czywiście upieczenia ciasta ;-) ).

dobre z masłem, solą... i tylko z tym. oczywiście na ciepło.

wtorek, 10 listopada 2009

:: caramel creme::

tradycyjnie za fotoforum Galeria Potraw:
http://fotoforum.gazeta.pl/72,2,777,24957890,24957890.html
zamiast w 6 małych foremkach robie creme caramek w jednej i dużej

karmel:
-1/2 szklanki miałkiego cukru
- 2 łyżki wody

krem:
- szklanka śmietany kremówki
- szklanka mleka
- laska wanilii
- moje uzupełnienie - odrobina cukru migdałowego
- 4 jaja
- 2 żółtka
- 1/2 szklanki cukru

Cukier z wodą rozpuścić w garnku o grubym dnie, cały czas mieszając. Gdy nabierze bursztynowego koloru, rozlać do foremek.Rozgrzać piekarnik do 170C.Wanilię rozciąć wzdłuż, wyskrobać ziarenka, dodać do mleka i śmietanki. Podgrzewać powoli, żeby uwolnić jak najwięcej aromatu.Jajka i żółtka utrzeć z cukrem, wlać do nich gorącą śmietanę z mlekiem. Napełnić masą foremki, przelewając przez sitko.Foremki przykryć folią aluminiową, włożyć do bain marie (czyli po prostu ustawić na blasze wypełnionej wodą tak, żeby woda sięgała do połowy wysokości foremek).Piec do momentu ścięcia masy. Wyjąć, podawać dobrze schłodzony.

poniedziałek, 9 listopada 2009

:: szarlotka zawsze udająca się ::

na szarlotkę trzeba:
- 1 kg jabłek,najlepiej antonówek
- 1 kostka masła - bardzo miękkiego
- 0,5 szklanki cukru
- 2 żółtka + 1 jajko
- prawie 1,5 szklanki mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 0,5 opakowania cukru z prawdziwą wanilią
- 3 czubate łyżki cukru do jabłek
- 1 łyżka cynamonu
- 1 łyżka rumu

sprzęty kuchenne:
- malakser z ostrzami do rozcierania i siekania
- forma o średnicy 20 cm
- papier do wypieków

i tak. jabłka obieramy, tniemy na połówki i wywalamy gniazda nasienne. tniemy na cieniutkie plasterki - najlepiej ostrzem do szatkowania. mieszamy w misce z cukrem, cynamonem i rumem i zostawiamy.masło ucieramy w malakserze na puch z cukrem (dodawanym stopniowo) i cukrem z wanilią. dodajemy po 1 żółtku i na końcu całe jajo. stopniowo dosypujemy mąkę i proszek do pieczenia. ciasto musi być dość gęste, ale tak, żeby nie zablokowało malaksera.wykłądamy dno tortownicy papierem do pieczenia, boki smarujemy masłem i wysypujemy bułką. piekarnik rozgrzewamy do 200C. pół ciasta wykłądamy na dno tortownicy, na to jabłka, na to pół ciasta pozostałe. przyklepujemy wilgotymi dłońmi, żeby jabłka nie wyglądały. do piekarnika na około 45 min, ale ja sprawdzam "na suchy patyczek".po upieczeniu wyjmujemy ciepłe na talerz i posypujemy cukrem pudrem.